fot. UM Gdynia
„Nie ma potrzeby, żeby Gdynia robiła sobie operację plastyczną i zatrzymywała młodość na siłę. Pozwólmy jej spokojnie się starzeć, nabierać mądrości, uczyć się współpracy z innymi” - powiedział w tygodniku „Zawsze Pomorze” dr hab. Mariusz Czepczyński, prof. UG, Dyrektor Instytutu Geografii Społeczno-Ekonomicznej i Gospodarki Przestrzennej na Wydziale Nauk Społecznych UG.
Czy Gdynia bez Gdańska „byłaby co najwyżej Radomiem”? Czy miłość mieszkańców do Gdyni nadal jest bezwarunkowa? I czy po wpisaniu modernistycznego centrum Gdyni na listę UNESCO, miasto stanie się eksponatem? Na te pytania w rozmowie z Dariuszem Szreterem odpowiada dr hab. Mariusz Czepczyński prof. UG, geograf kulturowy.
W wywiadzie przeczytamy m.in.:
Dariusz Szreter: - Kiedy rozmawialiśmy przy okazji 90. urodzin Gdyni, mówiłeś o topofilii Gdynian – ich bezkrytycznej miłości do miasta, która z jednej strony motywuje, z drugiej - zaślepia. Po upływie dekady i zmianie władzy nadal obserwujesz to zjawisko?
dr hab. Mariusz Czepczyński prof. UG: - To była dość dramatyczna zmiana, przynajmniej dla poprzednich władz - niespodziewana, myślę, także dla wielu mieszkańców. To trochę jak w baśni Andersena o nowych szatach cesarza: wszyscy się zachwycali, uważali, że to najpiękniejsze szaty, aż się okazało, że cesarz jest może nie całkiem nagi, ale na pewno nie tak elegancki, jak się wydawało.
Pamiętam teleturniej w jednej z komercyjnych stacji, gdzie było pytanie, które miasto w opinii swoich mieszkańców jest najlepsze do życia. I odpowiadający na nie uczestnik oczywiście nie zgadł, że chodzi o Gdynię, bo poza Gdynią nikt inny w to nie wierzył. Ten marketing, skierowany głównie do mieszkańców, świetnie sprawdzał się przy urnach. W dłuższej perspektywie ludzie zaczęli jednak dostrzegać rzeczy, które warto poprawić, co znalazło wyraz w poprzednich wyborach samorządowych, gdzie mieszkańcy wystawili temu „cesarstwu” czerwoną kartkę.
Skoro o poprzedniej władzy mowa: Wojciech Szczurek bronił się przed wejściem do związku metropolitalnego z Gdańskiem, Sopotem i innymi miastami właśnie w obawie przed rozmyciem tożsamości. Teraz, kiedy ustawa metropolitalna dla aglomeracji gdańskiej została podpisana przez prezydenta, władze Gdyni nie mają powodu do obaw?
Myślę, że to już czas, żeby Gdynia odnalazła swoje należne miejsce w zespole miejskim, który razem tworzymy. Miasto o silnej, ciekawej tożsamości - nie inaczej niż Sopot, Rumia, Wejherowo, Pruszcz czy Oliwa albo Wrzeszcz, bo ten gwiazdozbiór lokalnych tożsamości jest silny nawet w samym Gdańsku. Zawsze byliśmy policentryczni i nikt nie chce odbierać tym miastom tożsamości. Każde musi samo odnaleźć swoje miejsce, tyle że nie może tego robić w opozycji do innych, jak dawniej robiła to Gdynia wobec Gdańska.
Cały wywiad można przeczytać tutaj.